
Urodziłem się 17 stycznia 1972 roku w Warszawie, na Powiślu z matki Warszawianki i Ojca Krakusa. Zdolności muzycznych po tacie pianiście jazzowym niestety nie odziedziczyłem.
Szczęśliwe dzieciństwo spędziłem na Starówce. Jako dzieciak zagrałem nawet w filmie. Wiek poważny zaczął się dla mnie wraz z przekroczeniem progów liceum im Mikołaja Reja. Uczyłem się tylko przedmiotów, które lubiłem (Polski, historia, geografia i nie wiedzieć czemu chemia), a po wszystkim prześlizgiwałem się, aby zdać, z wyjątkiem czytanek z języka rosyjskiego, których w obawie przed wyrzuceniem z liceum, uczyłem się na pamięć. W Reju zostałem szefem samorządu szkolnego (wygrywając wybory z dzisiejszym szefem UKIE Mikołajem Dowgielewiczem), co w latach przełomu 88/89 było doświadczeniem wyjątkowo interesującym. Wówczas samorząd negocjował z ciałem pedagogicznym jak równy z równym.
Nastał rok 1989 i moje pierwsze doświadczenie polityczne (jeśli nie liczyć licznych ucieczek przed Zomowcami na alternatywnych obchodach różnych narodowych rocznic), jako wolontariusz od rana do nocy pracowałem w biurze Solidarności "Niespodzianka" na Placu Konstytucji. Ponieważ okazało się, że po trzymiesięcznym pobycie w australijskim liceum władałem językiem angielskim w stopniu umożliwiającym tłumaczenie wywiadów, szybko stałem się nadwornym translatorem. Członkowie delegacji amerykańskiego Kongresu, którzy przyjechali obserwować wybory postanowili dać szansę dobrze zapowiadającemu się lingwiście i zorganizowali mi stypendium w jednym z najbardziej prestiżowych amerykańskich liceów Cranbrook-Kingswood w Bloomfield Hills.
Po powrocie ze Stanów miałem niewiele czasu na przygotowanie się do egzaminów na studia, więc zamiast na wymarzone prawo w obawie przed wojskiem poszedłem na anglistykę... i dobrze zrobiłem. Studia były rewelacyjne, program nowoczesny, a i wykładowcy świetni. Zwiększyłem także swoją wiarygodność jako nauczyciel i tłumacz angielskiego, bo z tego utrzymywałem się przez całe studia. Równolegle zacząłem studiować stosunki międzynarodowe, po to, aby wreszcie zrealizować swoje marzenie pracy w dyplomacji. Po stypendium w Oxfordzie, gdzie pisałem pracę na temat unijnej polityki zagranicznej zdecydowałem się na Kolegium Europejskie w Natolinie. I tak kilkanaście lat temu zaczęła się na dobre moja przygoda z integracją europejską.